#AKM Dzień 14. Chwała Panu i do DOMU!

Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny. (Mt 25, 13)

Piątkowy poranek to przedostatni dzień naszego tegorocznego doświadczenia misyjnego Lublin 2020. Co ciekawe (przypadek? Nie sądzę!), ilość dni tegorocznego wyjazdu odpowiada liczbie uczestników, także każdy z nas ma jedną jedyną – jakże wyjątkową – okazję do opisania dziennej porcji wydarzeń w charakterystycznym dla siebie stylu. Właśnie, także poprzez wpisy każdy z nas ujawnia odrobinę siebie, swojej wyjątkowości, wrażliwości oraz doświadczanych emocji. Sami zauważamy, jak piękni w tej różnorodności jesteśmy. Jak to możliwe? Odpowiedź jest jasna: wpatrujemy się w Chrystusa.

 

Oto przykład: dzień zaczynamy modlitwą. Dzisiaj była to jutrznia o godzinie 7:30.

Przy okazji dodam, że po najważniejszych obrzędach dołączenia do wspólnoty (przyjazdu, nałożenia krzyża oraz przyjęcia różowej szaty) dziś dołączył jeszcze jeden wymóg bycia częścią Ekipy – opis w zakładce na tymże blogu. Jeszcze Ojciec Mariusz dorzuci kilka zdań o sobie, lecz w tajemnicy Wam powiem, że pewnie trochę czasu to jeszcze zajmie. 🙂 Ale ale! O Ojcu to jeszcze nie raz usłyszycie…

Mimo wczesnej pory i (nie)długiego snu nastroje są co najmniej dobre.
Wypada napisać kilka słów dla wszystkich zatroskanych Mam odnośnie jedzenia. Notabene, wczoraj z natchnienia o. Mariusza pamiętaliśmy o Was, drogie Mamy, szczególnie w kodeńskim sanktuarium, czyli jednym z piękniejszych polskich kościołów. Także mimo rzadkich telefonów w trakcie pobytu w Lublinie wiedzcie, że o Was pamiętamy i kochamy! <3
Wracając jednak do posiłków – brzuszki cały czas napełniamy smakołykami. Od koloru do wyboru, kawy (i to ze słynnego ekspresu!), herbaty, płatki, serki, chleb, „styropiany”, jogurty, warzywa, owoce, dżemy z owoców prosto z edeńskiego ogrodu Ojców, masło orzechowe itp. itd. Wymieniać można by jeszcze długo. Wystarczy jednak spojrzeć na zadowolone minki, by się upewnić, że wszystko gra.
Ok, był już tzw. styropian z masłem orzechowym, szczypiorkowym serkiem, żółtym serem oraz szynką, ALE ŻEBY jeść masło (takie normalne) z masłem (orzechowym), dżemem i czekoladowymi kulkami?! No właśnie, takie atrakcje gastronomiczne zafundował dzisiaj rano Michał.
Jak już wspomniano także we wcześniejszych wpisach, ogród w Natalinie jest bogaty w owoce.

Po posiłku, sprzątaniu oraz ubraniu ciuchów robotniczych ruszyliśmy na Skowronkową 82. Cel: działka! Działo się dzisiaj, działo!

Pracę na działce najlepiej dobrze zacząć. Doszliśmy na nią tanecznym krokiem (przy końcu to nawet w podrygując w rytm rapu – i bardzo dobrze, bo poranek był chłodny i rozgrzewka jak najbardziej wskazana), a później zawierzyliśmy swoje prace w modlitwie.
Jak to mówią, AKaeMowicze do tańca i do różańca.
Jeszcze tylko okrzyk zagrzewający do pracy i…
…do wyrywania chwastów! Andrzej opanował do perfekcji wyrywanie kieretyn w tempie ekspresowym. Dzięki pól pokrzyw reumatyzm nam nie grozi. A te pechęrze przecież kiedyś zejdą! 😀 Zejdą, prawda?
Weronika jak zawsze dzielnie i z uśmiechem wykonała kawał dobrej roboty. Będą piękne muskuły!
Siła Oli zaskakuje chyba także panów! Do tego radość i energia udzielająca się wszystkim!
Dj Domson zajmuje się nie tylko zapewnieniem muzycznej atmosfery, lecz także z zapałem porządkuje działkę.
Aneta za kratkami… Mówiła, że wyjdzie. No i wyszła 😀
Kasia oraz Anna-Maria siały postrach wśród metalowych drągów i resztek zielska.
Filip-małżonek wybiera ciężką robotę. Dzięki temu praca idzie ekspresowo!
Kasia-żona siłą dorównuje mężowi!
Z Michałem to już tak jest. I robota zrobiona, i żarcik w tle. To chyba dzięki tej kawie z ekspresu. 😀
Ekipa o łącznej sile koparki!
Gdzie jest Wally? Stwierdzam, że widły to całkiem pożyteczne narzędzie – dużo się mieści. 😀
Dzisiaj nie było upału, więc praca trwała w najlepsze – nawet nie było czasu na przerwy!
Andrzej buszujący wsród nawłoci.
Mikołaj – ekspert w sadzeniu drzewek!
Marlena i krzyż misyjny. Każdy z nas z radością nosi go każdego dnia na sercu.
Jest i drzewko!
Moi drodzy, tak się sadzi drzewka!
Siła kobiet!
Kasia ujawniła talenty akrobatyczne!
Nieprzebrane kieretyny! Jednak ludziom z AKM to niestraszne!
Gdzie nie spojrzeć, znajoma, uśmiechnięta twarz! Tacy misjonarze! <3
Ojciec Mariusz w akcji!
Istnieje podejrzenie, że to metalowe coś sporo ważyło, jednak mina Mariana zdaje się mówić co innego… Jakby piórko!
Wybiła 12:00. Czas na modlitwę Anioł Pański przy krzyżu będącym dziełem męskiej części naszej wesołej gromadki.

W międzyczasie odwiedziła nas p. Urszula z tygodnika „Niedziela”, by porozmawiać o AKM-ie, o tegorocznym polskim doświadczeniu misyjnym, podejmowanych działaniach w Lublinie. Słowem, udzielaliśmy wywiadu. Wkrótce będziemy udostępniać linki do kolejnych artykułów. Przypomnę, że ostatnio pojawił się artykuł w „Gościu Niedzielnym”: https://lublin.gosc.pl/doc/6483987.Doswiadczenie-misyjne-Z-Poznania-do-Lublina – Polecamy!

Z panią Urszulą. Kilka h pracy, a radość niezgaszona!
Selfie musi być!

Raźnym krokiem wróciliśmy do naszego DOMU (oj, tak, czujemy się tutaj bardzo, baaaardzo, baaaaaaaaaaaaaaaaardzo dobrze!), zjedliśmy pyszny obiad – i tu znów kącik dla zatroskanych Mam…

Barszcz + filet rybny + pyry (a nie żadne ziemniaki albo nie daj Boże „kartofle”!) + sałatka wiosenna = obiad na wypasie…
… co nie zmienia faktu, że na deserek znajdzie się miejsce.

Po posiłku podzieliliśmy się na trzy zespoły operacyjne: 1) Ekipa Kawa i Młodzież (Św. Józef i spotkanie z przedstawicielkami Centrum Duszpasterstwa Młodzieży), 2) Ekipa Błysk (sprzątająca), 3) Ekipa Jedz smacznie i zdrowo. Choć tak naprawdę pojawiły się jeszcze samodzielne stanowiska, jak Projektant podziękowań dla parafii, sprzątacz łazienek, do tego Ekipa okołozakupowa (która poświęciła się o tyle, że obiad jadła 3 h później) itd. Słowem, mieliśmy wiele zadań do zrealizowania z racji perspektywy jutrzejszego wyjazdu oraz dzisiejszego pożegnalnego ogniska na działce.

Ekipa Błysk w składzie m.in. Kasi-żony i Filipa-męża.
Ekipa Kawa i Młodzież. Co tu dużo mówić, prezentują się świetnie!
Wizyta w Centrum Duszpasterstwa Młodzieży przy parafii św. Józefa w Lublinie na zaproszenie ks. Tomasza Niedziałka (pozdrawiamy serdecznie! Jak pamiętacie, drodzy Czytelnicy, to właśnie ks. Tomek towarzyszył nam w pielgrzymowaniu wzdłuż Bugu).

 

 

Około godziny 17:30 zebraliśmy się na działce naszych Gospodarzy. Przygotowaliśmy stół, bukiet z nawłoci oraz gałęzi brzozy, ławki dla wiernych. Rozpoczęła się Msza św. – dożynkowa – kulminacja i najpiękniejszy moment w ciągu całego dnia. Była ona bardzo ważna, ponieważ w jej trakcie mogliśmy powiedzieć kilka słów swojego świadectwa, swoich perełek związanych z pobytem na doświadczeniu Lublin 2020. Uwierzcie, że kilka razy zakręciła się łza w oku (nie tylko mi!) ze wzruszenia, z nagromadzonych pozytywnych emocji, z przeżywanej radości. Usłyszeliśmy i powiedzieliśmy wiele pięknych słów, do których będzie czas wracać w jesienne wieczory czy w chwilach trudności.

Przygotowania do Eucharystii.
Msza św. dożynkowa.
Przyjmij, Panie, nasze dary.
Cudne okoliczności przyrody, wsród których mogliśmy się modlić.
PS Zwróćcie uwagę na ekstra misyjny ornat! PRZEŚLICZNY!
Ślady samolotów na niebie. Ojciec Mariusz kolejny raz zabrał nas w podroż do Algierii – ufamy, że faktycznie za rok albo dwa AKM wybierze się na piękny czas doświadczenia misyjnego właśnie tam.
Oficjalnie ogłaszam, że to jedno z moich marzeń, już zaklepuję miejsce!

Po wzruszającej i pięknej modlitwie, lekko zziębnięci ruszyliśmy rozpalać ognisko! Dołączyło do nas kilkoro gości, przyjaciół Ojców Białych, i już właściwie też naszych. Naszym gościem była także s. Lira ze Zgromadzenia Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus, która swoją postawą wniosła wiele dobra do naszej grillowej wspólnoty. O, właśnie! Muszę Wam jeszcze opowiedzieć, że nasza POZNAŃSKA wspólnota często (czyli jakieś kilkanaście razy dziennie) nawiązuje do faktu, że mieszkam w Warszawie (gdzie przeważanie nie kibicuje się temu, komu trzeba – czyżby jedynie o to chodziło?). Dopiero s. Lira podsunęła mi myśl, że właściwie to wspólnota po prostu za mną tęskni! Ha, wydało się! Wszystko jasne! 🙂

Marian w swoim żywiole – to już trzecie skonstruowane ognisko na naszym wyjeździe!
Duuużo ognia. I dużo dymu! Płuca uwędzone 😀
Kącików kulinarnych ciąg dalszy. Na wypasionej kolacji grillowej (i to wegetariańskiej wersji!) znalazły się sałatka grecka, sałatka ryżowa (będąca odkryciem wyjazdu, choć dzisiaj nastąpiła modyfikacja receptury i do ryżu z cebulą oraz pieczarkami dodaliśmy groszek, ogórki kiszone, jak też zieloną pietruszkę), ciasteczka, chipsy. Mmmm, palce lizać!

Co to był za czas! Rozmowy, śpiewy, gra na gitarze i bębnach, smakołyki, żarty, żar ognia, jak również (o tak, tak, zdecydowanie lubimy to!) tańce! Podskokom, śpiewom wniebogłosy, tuptaniom nie było końca! O północy zakończyliśmy radosne świętowanie pod gwiaździstym niebem. Otoczyliśmy ognisko, chwyciliśmy się za ręcę i podziękowaliśmy Panu za wszystko, czym nas obdarza.

Po wysprzątaniu działki z wszelkich oznak wielkiego grillowania (a właściwie ogniskowania) wróciliśmy do DOMU. Nie, nie, to jeszcze nie koniec!

Spotkaliśmy się w kaplicy. Tej misyjnej, tej afrykańskiej, tej wyjątkowej, tej u naszych drogich Ojców Białych. Do 1:30 dzieliliśmy się dzisiejszymi perełkami i powiedzieliśmy sobie, kto był czyim „Cichym Przyjacielem” (losowaliśmy osobę, za którą będziemy się w szczególny sposób modlić podczas lubelskiego doświadczenia misyjnego). W tle słyszeliśmy pohukiwanie sowy. Zgodnie zauważyliśmy, że zebraliśmy całe kosze codziennych pereł. Jedna z nich jest jednak całkiem konkretna…

 

Nasz niezastąpiony Opiekun doświadczenia misyjnego Lublin 2020!
Misjonarz Afryki – Ojciec Biały. Nasz drogi Ojciec Mariusz Bartuzi, który przez cały pobyt w Lublinie był dla nas prawdziwym ojcem, kapłanem dającym umacniające świadectwo wiary i posługi, człowiekiem wrażliwym na bliźniego oraz jego potrzeby.
DZIĘKUJEMY, drogi Ojcze, za wszystko!

Za godzinę świt. Wstanie nowy dzień. Dzień powrotu do domów, do codzienności, do pracy, do swoich zajęć. By dobrze się do tego przygotować przez całą noc adorujemy Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie.

 

Chwała Panu za czas doświadczenia misyjnego Lublin 2020! Jestem wdzięczna za każdą i każdego z naszej dzielnej, kochanej Ekipy oraz wszystkich ludzi, których spotkaliśmy na tej misyjnej drodze.

Doświadczyliśmy tu wiele dobra, które zachowujemy w swoim sercu, by wydało owoc tam, gdzie zostaniemy posłani.

Drodzy Czytelnicy, dziękuję za Waszą obecność oraz wsparcie. Mam nadzieję, że TRWACIE i czytacie. 🙂 Modlimy się za Was! +

Luiza

Sprawiedliwi, radośnie wołajcie na cześć Pana,
prawym przystoi pieśń chwały.
Sławcie Pana na cytrze,
grajcie Mu na harfie o dziesięciu strunach.
 (Ps 33)

W Monasterze św. Onufrego w Jabłecznej – ach, jak tam pachniało i brzmiało Jerozolimą!
Tyle radości!