W przeddzień pierwszej zagranicznej podróży papieża Leona XIV wzrok Kościoła i świata kieruje się ku Turcji, gdzie Ojciec Święty ma upamiętnić 1700. rocznicę Soboru Nicejskiego w Izniku. Wydarzenie to – symboliczny powrót do miejsca, w którym kształtowała się wiara pierwszych pokoleń chrześcijan – nabiera tym większego ciężaru, że odbywa się w epoce przyspieszających przemian geopolitycznych i duchowych. Nic dziwnego, że ta pielgrzymka budzi emocje: oczekiwanie na słowa, które dopiero padną, samo w sobie staje się modlitewnym napięciem. Co też papież powie w miejscu, gdzie Kościół zrodził swoje pierwsze wyznanie wiary? Tego jeszcze nie wiemy.
W tle tego oczekiwania powraca postać zapomniana przez wielu, lecz wciąż niezwykle inspirująca: kardynał Karol Lavigerie, założyciel Zgromadzenia Misjonarzy Afryki. Jego imię, choć związane przede wszystkim z Afryką Północną, niesie w sobie podobne pragnienie: przywrócić chrześcijaństwu pamięć o jego najgłębszych korzeniach, o Kościele starożytnym – tym, który pod opieką Cypriana i pod piórem Augustyna nauczył się, że jedność i miłość są silniejsze niż podziały.
Lavigerie – zwłaszcza dziś, w rocznicę jego śmierci, obchodzoną zaledwie dzień przed wizytą papieską w Turcji – jawi się jako patron tych, którzy wierzą, że tradycja nie jest muzeum, lecz źródłem zdolnym nawadniać pustynie współczesności. Tym bardziej znaczący staje się fakt, że jego dzieło doceniła właśnie Turcja, przyznając mu Order Medjidie. Było to wyróżnienie o wielkiej symbolice: Lavigerie otrzymał je w czasach, gdy jego własna ojczyzna – Francja – patrzyła z rezerwą na jego wysiłki otwierania Kościoła na lokalną ludność, a jego dzieła miłosierdzia budziły niezrozumienie, a nawet sprzeciw. W takim kontekście Turcja Osmańska oddała honor temu, którego przesłanie wyprzedzało epokę i przekraczało polityczne napięcia.
Czy ta równoległość jest przypadkowa? Gdy papież Leon XIV wyrusza do Turcji, do ziemi, gdzie echo chrześcijańskiej starożytności wyłania się z kamiennych ruin, trudno nie zauważyć, że Lavigerie przez całe życie zakochany był w Kościele pierwszych wieków. Jego fascynacje – Cyprian, Augustyn, afrykański antyk – widoczne są w Jego wskazaniach dla misjonarzy. Ten sam nurt duchowy, który jemu kazał szukać w przeszłości światła dla przyszłości, dziś zdaje się towarzyszyć papieżowi: powrót do Nicei może nie być jedynie hołdem wobec historii, lecz także poszukiwaniem fundamentów zdolnych udźwignąć kruchość współczesnego świata chrześcijańskiego.
Trudno dziś przewidzieć, jakie słowa wypowie Leon XIV w Izniku (dawnej Nicei). Być może odwoła się do jedności Kościołów, być może do odwiecznego marzenia o pokoju, być może do wierności korzeniom, które nie są ciężarem, lecz obietnicą. A może pójdzie jeszcze dalej – i zaprosi chrześcijan oraz muzułmanów, mieszkańców Turcji i pielgrzymów z całego świata, do wspólnego czytania historii, która wciąż może stać się drogowskazem.
Jedno jest pewne: ta pielgrzymka, rozświetlona pamięcią o Nicei, otwiera przed Kościołem przestrzeń nadziei. I może właśnie dlatego oczekiwanie na słowa, których jeszcze nie znamy, staje się modlitwą o to, by brzmiały one z mocą starożytnych świadków i świeżością Ewangelii, która zawsze rodzi się na nowo.
W Dzień Kardynała Lavigerie - obchodzony w naszym Zgromadzeniu - zapraszamy do wysłuchania kolejnej części audiobooka: ,, Człowiek, który wierzył w przyszłość."