W 2025 roku mija 1700 lat od chwili, która wstrząsnęła młodym chrześcijaństwem i wyznaczyła ścieżki rozwoju dla całej późniejszej cywilizacji chrześcijańskiej – od pierwszego Soboru Powszechnego w Nicei. Nie toczyła się tam spokojna akademicka dyskusja, lecz burza polityczna, społeczny konflikt i teologiczna bitwa o samo serce wiary.
Kiedy myślę o Nicei, wracam myślą do czasów, gdy chrześcijanie żyli w cieniu katakumb. Wyjście na światło po Edykcie Mediolańskim (313 r.) było nagłe i oszałamiające. Na tronie Cesarstwa Rzymskiego zasiadł Konstantyn Wielki. Dla niego jedność Kościoła nie była jedynie sprawą doktryny – była fundamentem państwa, spoiwem, które trzymało imperium razem. Każdy podział religijny groził chaosem, a jedność wydawała się być luksusem ze sfery marzeń, o którą jednak warto było zawalczyć jeśli chciano wyjść z tego cienia katakumb.
Podziały w olbrzymim imperium były faktem. Stare spory o datę Wielkanocy i lokalne schizmy ustąpiły miejsca nowemu, fundamentalnemu konfliktowi: sporowi ariańskiemu.
Pytanie, które wstrząsnęło całym światem: Kim jest Jezus Chrystus?
W Aleksandrii, intelektualnym sercu Cesarstwa, prezbiter Ariusz postawił nieortodoksyjną tezę, która wstrząsnęła dotychczasową wiarą. Bóg jest jeden, dlatego Syn nie mógł być zrodzony, bo miałby tę samą naturę co Ojciec, a to by przeczyło tej jedności. Jezus Chrystus, musiał więc zostać stworzony przez Ojca. W skrócie: „Był czas, kiedy Syna nie było” – te słowa rozchodziły się wśród ludzi, w pieśniach i opowieściach, w marynarskich portach i na targach. Syn był doskonałym stworzeniem, ale nie Bogiem w pełnym sensie.
Przeciw Ariuszowi stanęli biskup Aleksander i jego diakon Atanazy. Dla nich umniejszenie Chrystusa było podważeniem samej istoty zbawienia. Ale konflikt nie był tylko akademicką igraszką – dotykał ludzi, którzy wiarą żyli w codzienności, wyrażali ją w prostych gestach i w słowach modlitwy. Pamiętam, gdy na studiach pisałem pracę o Soborze w Nicei, nurtowały mnie dwa pytania: po pierwsze, jak to możliwe, że tak wielkie umysły mogły rozpalić się do walki o jedno słowo – homoousios, a po drugie, jak to się stało, że spór ten był ważny dla zwykłych ludzi. Nie rozumiałem jeszcze wtedy, że znalezienie odpowiedzi na pytanie ,,Kim jest Jezus Chrystus” było mostem, który miał połączyć niebo i ziemię, wiarę i rozum, ludzi władających imperium i Kościół. Dziś widzę analogię – spory religijne wciągają ludzi równie mocno, nawet w komentarzach internetowych. Sobór Nicejski był w pewnym sensie próbą ich jednania. Z próby tej chrześcijaństwo wyszło mocniejsze i bardziej świadome czym jest. Powstały podwaliny doktrynalne Kościoła wyrażone w postaci Wyznania Wiary, ale też Kościół wyszedł wzbogacony o doświadczenie jak rozwiązywać spory co pomogło stworzyć podwaliny pod praktykę zwoływania przyszłych soborów.
W 325 roku Konstantyn zwołał wszystkich biskupów do Nicei (dzisiejsze Iznik w Turcji). Pierwszy w historii zjazd wszystkich biskupów z całego Imperium – prawdziwie powszechny, prawdziwie ekumeniczny. Cesarz nie narzucił formuły wiary, lecz naciskał na doprowadzenie do zgody między podzielonymi biskupami w imię jedności państwa i Kościoła. Najważniejszym momentem było przyjęcie Symbolu Wiary. Ojcowie soborowi wprowadzili termin homoousios – „współistotny Ojcu”. W skrócie: Jezus Chrystus nie jest stworzeniem; jest Bogiem z Boga, zrodzonym, a nie stworzonym, współistotnym Ojcu.
Decyzje Soboru były miażdżące dla Ariusza – jego nauka została potępiona, a on sam zesłany na wygnanie. Sobór ujednolicił też datę obchodzenia Wielkanocy w całym Kościele.
Dziś, 1700 lat później, Nicea nie jest tylko datą w podręczniku. To fundament wiary, który przetrwał burze i podziały, wspólne dziedzictwo, zanim rozeszły się ścieżki kolejnych pokoleń chrześcijan żyjących po wielkiej schiźmie i po reformacji. To lekcja dla Kościoła: czasem trzeba precyzyjnego języka, korzystania z doróbku filozofii (a dzisiaj pewnie też nauki), ale też odwagi, aby pogłębianie sensu Objawienia nie dokonywało się tylko w umysłach uczonych teologów, lecz w duszpasterstwie i praktyce życia chrześcijańskiego. Sobór pokazał, jak głęboko praktyka uprawiania teologii wyeksponowana na trudnosci dnia codziennego, a nawet konflikty, mogą się ze sobą splatać, tworząc nową jakość w relacjach międzyludzkich. A te z kolei mogą przyczynić się do uświęcenia przedstawicieli wszystkich stron zaangażowanych w konflikt ( nawet władców imperiów – jak Konstantyn) i zmieniać bieg dziejów.
Nieprzypadkowo most nad cieśniną Dardanele stał się symbolem pierwszej pielgrzymki Papieża Leona do Turcji – most, który w epoce konfliktów i wojen łączy Wschód i Zachód. Piękno Nicei polega na tym, że chrześcijaństwo, wyzwolone z ograniczeń, musiało odpowiedzieć na pytanie o swoją tożsamość. Odpowiedź ta, chociaż sformułowana pod presją polityczną i teologiczną, przetrwała 17 stuleci i wciąż kształtuje wiarę miliardów ludzi.
Autor: O. Tomasz Podrazik MAfr
Informacje użyte do stworzenia tego filmu pochodzą z eseju (The Council of Nicaea: what did it set out to do and how did it set the standard for subsequent councils.) pisanego przeze mnie na zakończenie studiów teologicznych w Merrivale w RPA.