Gdy świat milczy: od męczeństwa bł. Karoliny Kózkówny po niewinne ofiary Konga.

Na początku XX wieku, w zawierusze Wielkiej Wojny, w małopolskim przysiółku Śmietana rozegrał się dramat, który na zawsze wpisał się w duchową historię Polski. Siedemnastoletnia Karolina Kózkówna – pracowita, religijna, wrażliwa dziewczyna – została uprowadzona przez rosyjskiego żołnierza. Walczyła o swoje życie i godność, broniąc się rozpaczliwie w gęstwinie listopadowego lasu. Jej ciało znaleziono po kilkunastu dniach, poranione ostrą bronią, świadczące o heroicznej obronie przed przemocą silniejszego, uzbrojonego napastnika. Sto lat po tamtym wydarzeniu świat jest inny – ale czy naprawdę bardziej cywilizowany? Czy bardziej bezpieczny dla najsłabszych? Patrząc na wydarzenia we wschodniej części Demokratycznej Republiki Konga, odpowiedź musi brzmieć: nie.

Tragedia Byambwe

W niewielkiej wiosce Byambwe, w diecezji Butembo-Beni, rozegrały się sceny, które brzmią jak ponury refren historii. W listopadową noc 2025 roku terroryści z ugrupowania ADF wtargnęli do szpitala prowadzonego przez Siostry Prezentki. Z zimną brutalnością zamordowali pacjentów – wielu z nich leżących bezbronnie na szpitalnych łóżkach. Podpalili budynek, nie oszczędzając nikogo, nawet kobiet w połogu. Domy mieszkańców płonęły, a krzyk matek gasł w chaosie ognia i ucieczki. Gdy opowiada o tym misjonarz, ks. Giovanni Piumatti, który od pół wieku zna tę ziemię, jego słowa uderzają bezsilną rozpaczą: „To dzieje się niemal co tydzień. I nikt o tym nie mówi. Świat milczy.”

Krwawa codzienność Konga

Milczy – choć to właśnie w tej części Afryki dzieją się od lat jedne z najokrutniejszych zbrodni na ludności cywilnej. Milczą rządy i instytucje, choć w wyniku działań ugrupowań takich jak ADF czy M23 zginęły dziesiątki tysięcy osób, a miliony zostały wypędzone ze swoich domów. Milczą współczesne imperia, które – jak przypominają lokalni misjonarze – czerpią profity z kongijskich bogactw naturalnych, kupując surowce wydobywane na ziemi spływającej krwią. Choć przestrzeń i czas dzielą Karolinę Kózkównę i ofiary Byambwe, ich los spina wspólny dramat: przemoc silniejszego wobec bezbronnych. Zbrodnia, która spotkała bł. Karolinę, nie była tylko osobistą tragedią – była symbolicznym wystąpieniem zła przeciw niewinności. Dziś, ponad sto lat później, podobne zło wdziera się do kongijskich domów i szpitali, wciskając w dłonie mężczyzn maczety i karabiny, a kobietom – strach, który nigdy nie mija. W tym sensie Afryka i Małopolska spotykają się w jednym punkcie: w łzach ludzi, którzy stają się ofiarami przemocy, wojny i systemowej bezkarności.

Świat, który odwraca wzrok

Papież Leon XIV, komentując poprzednie masakry w Ituri, wzywał przywódców politycznych do działania, apelował o międzynarodową solidarność. Ale dla wielu ofiar te słowa nie nadeszły na czas. W świecie natychmiastowych informacji (i dezinformacji) tragedie Konga często nie zajmują nawet kilku sekund w serwisach informacyjnych. Nie wywołują debat parlamentarnych ani protestów na ulicach europejskich stolic. Dlaczego? Bo dramaty ubogich, nieuzbrojonych, bez wpływów politycznych – nie mają siły przebicia. Bo w globalnej ekonomii wartościującej zasoby bardziej niż ludzi nie ma miejsca na cierpienie Afrykańczyków. Bo zbyt często widzimy te zbrodnie jako „czyjś problem”, zamiast jako wyzwanie wspólnego człowieczeństwa.

Nadzieja wśród ruin

A jednak nadzieja istnieje. Nadzieja żyje tam, gdzie ludzie – jak siostry w Byambwe – pozostają przy rannych nawet wtedy, gdy spadają na nich kule. Tam, gdzie mieszkańcy wracają do spalonych domów, by znów je odbudować. Tam, gdzie świadectwo bł. Karoliny przypomina, że godność ludzi nie zależy od tego, kto trzyma broń, lecz od tego, czy ktoś ma odwagę powiedzieć „nie” złu. Kiedy dziś w kalendarzu liturgicznym wspominamy bł. Karolinę, nie czynimy tego po to, by opowiadać historię z zamierzchłej epoki. Jej los jest aktualny. Jest przestrogą. Jest pytaniem o naszą wrażliwość. Bo dopóki w Byambwe, Ituri, Gomie czy innych zapomnianych miejscach świata trwa zabijanie, dopóki dzieci są porywane, kobiety gwałcone, a wioski palone – dopóty historia Karoliny Kózkówny nie jest zamknięta. A my, jako świat, jako chrześcijanie, jako ludzie – nie możemy pozwolić, by największą bronią zbrodniarzy było nasze milczenie.

Informacje o sytuacji w Kongu są zaczerpnięte ze strony www.vaticannews.va