Spotkanie Rodzin w Natalinie – sierpień 2025

W dniach 22–24 sierpnia odbyło się w naszym domu w Natalinie kolejne Spotkanie Rodzin. Zwykle spotykamy się w czerwcu, ale w tym roku nasi rodzice i przyjaciele byli na pielgrzymce w Rzymie, więc zdecydowaliśmy żeby je zorganizować w sierpniu.

Co się działo?

Na początku o. Franciszek podzielił się sytuacją naszego sektora i planami na najbliższy czas. Dla nas radością była obecność o. Mateusza, który przyjechał z Tanzanii i przygotowuje się do dołączenia do naszej wspólnoty. Był też o. Jacek Wróblewski z Burkina Faso, gdzie pracuje w domu formacyjnym, oraz o. Mariusz Bartuzi, posługujący w Tunezji. Każdy z nich opowiedział, czym żyje na co dzień i jak wygląda jego misja. Oprócz tego udało nam się połączyć online z naszymi współbraćmi w Afryce i w Jerozolimie. To spotkanie na odległość, w ramach sesji „wieści z misyjnego frontu”, bardzo nas ubogaciło.

Można było poczuć, jak różne są miejsca, w których żyją nasi bracia. O. Boguś Żero z Burundii mówił, że czasem sam nie wie, czy jest bardziej księdzem, czy raczej inżynierem i zarządcą, bo oprócz duszpasterstwa zajmuje się elektrycznością, internetem, małymi budowami czy robieniem mebli. Opowiadał o problemach z brakiem paliwa – benzyny i ropy nie da się kupić, jak kiedyś w Polsce za komuny. Żartował, że ma to swój plus, bo przez to częściej jeździ na rowerze i nawet spadł mu brzuch. Z kolei br. Jacek Rakowski, który mieszka i pracuje już 19 lat w swojej wspólnocie, pokazywał codzienność prostego życia – palenisko do gotowania, mąkę kukurydzianą na nshimę i swoją własną, nowo wybudowaną łazienkę. Wspomniał też, że ich dom nieraz staje się miejscem przyjęcia dla ludzi potrzebujących, nawet takich, których przywozi policja.

Inny obraz misji przyszedł z Konga i Burkina Faso. O. Marcin Zaguła mówił o życiu w sytuacji konfliktu, gdzie nie wiadomo, co wydarzy się jutro. Opowiadał o uchodźcach, którzy najpierw szukali schronienia u misjonarzy, a potem zostali wypędzeni przez rebeliantów. Mówił o nocach, które rozdziera huk strzałów – tak często, że po jakimś czasie człowiek przestaje zwracać na nie uwagę. Podobne słowa płynęły od o. Adama Chomy z Burkina Faso, gdzie ludzie żyją w strachu, bo policja kontroluje, a każdy, kto krytykuje władzę, może skończyć w sądzie. Misjonarze pozostają jednak przy ludziach, by dzielić z nimi codzienność i nieść nadzieję.

Na żywo swoje prezentacje mieli także o. Mariusz  z Tunezji i o. Jacek  z Burkina Faso.

O. Mariusz przypomniał historię miejsca, które odcisnęło się w dziejach Ojców Białych – Thibar. Tam prowadzono kiedyś wielkie gospodarstwo. Bracia potrafili nawet wyhodować nową rasę owiec – owce Thibar – dziś prawie nikt o tym nie pamięta. Innym sukcesem była nalewka Thibar, której recepturę przekazano państwu – i do dziś można ją kupić. To taka symboliczna lekcja – jak bardzo Ojcowie potrafili wtopić się w kraj, zostawić coś trwałego i żywego.

O. Mariusz oprowadził nas też po Tunisie – od lotniska, przez główne place, aż po miejsca związane z kardynałem Lavigerie, który był tam biskupem. Wspomniał o cmentarzu Ojców Białych w Kartaginie – miejscu wyjątkowym, bo spoczywają tam misjonarze, a obok znajdują się starożytne bazyliki, które pamiętają czasy św. Cypriana czy świętych Perpetuy i Felicyty. Tunezja – kraj pustyń i morza – jest pełna kontrastów: sucha ziemia, a obok miejsca, gdzie nagle spływa woda i tworzy kaniony przypominające Kolorado. Zatrzymał się też na wyspie Djerba, gdzie dziś posługują świeccy i rodziny neokatechumenalne.

Padł temat migracji. Wystarczy dopłynąć z wybrzeża do Lampedusy, żeby być w Europie – ale nie wszystkim się udaje. Kościół w Tunezji modli się za tych, którzy nie dotarli. To także powołanie lokalnego Kościoła – pamięć o zmarłych na morzu. Obok tej dramatycznej rzeczywistości – Tunezja żyje też turystyką, edukacją, a w Sfax szczególnie rozwija się medycyna i chirurgia plastyczna. Nie zabrakło także akcentu historycznego – wspomnienia walk aliantów i cmentarza w Sfax, gdzie nawet polscy lotnicy zostawili swój ślad.

Z kolei o. Jacek Wróblewski zabrał nas do Burkina Faso. Opowiadał, jak po latach wrócił tam – „musisz skończyć to, co zacząłeś” – usłyszał od przełożonych. I tak, nie tylko dokończył misję, ale został rektorem seminarium w Ouagadougou. Burkina to dziś kraj naznaczony wojną z terroryzmem – od 10 lat północ i wschód pozostają poza kontrolą państwa, a dramat przemocy dotyka i chrześcijan, i muzułmanów. W stolicy jednak życie trwa: niska zabudowa, rytm jak na wsi, katedra zbudowana przez Ojców Białych, nowoczesne hale i hotele, festiwale kultury, a nocą – gwar restauracji i zapach mięsa z grilla.

Ojciec Jacek mówił o nowym prezydencie – młodym kapitanie Traoré – popularnym, bo wprowadza porządek, choć politycznie zwrócił się ku Rosji. Pokazywał symbole, które jednoczą Burkińczyków – pomniki męczenników i bohaterów, memoriał Thomasa Sankary, centrum Maryjne w Yagma, gdzie w sierpniu gromadzi się milion wiernych. Wspólnota, w której pracuje, prowadzi seminarium dla kleryków z Burkina Faso, Mali, Wybrzeza Kości Słoniowej oraz Togo.  Uczących się nie tylko filozofii, ale i życia: sport, praca na polu, wspólne gotowanie. Był też osobisty akcent – grób o. Darka, polskiego misjonarza, na cmentarzu wspólnoty.

W Ouagadougou można odczuć, że to kraj głęboko religijny – chrześcijanie i muzułmanie żyją razem, choć napięcia rosną. O. Jacek dodał też odrobinę kolorytu: choinka, badminton, kurczaki z rożna – i spotkania Polaków, którzy nawet na afrykańskiej ziemi pamiętają o 11 listopada.

Całe spotkanie w Natalinie było przepełnione modlitwą i prostą radością bycia razem. W sobotę Eucharystii przewodniczył o. Mateusz, a w niedzielę o. Antoni. W sobotni wieczór mieliśmy uroczystą kolację. Rodzice i rodziny naszych misjonarzy mogli posłuchać, co u nich słychać i zobaczyć, że choć żyją w tak różnych realiach, to wszyscy starają się wypełniać swoje powołanie. Na koniec Zarząd Stowarzyszenia ,,Przyjaciele Misjonarzy Afryki” przedstawił raport ze swojej działalności. Członkowie rodzin misjonarzy wyjechali umocnieni – z poczuciem, że choć dzielą ich od ich dzieci tysiące kilometrów, to naprawdę tworzymy jedną rodzinę.